Posted on Nov 16, 2008

Sputnik nad Warszawą – Anna Karenina

Wczoraj w ramach Sputnika wybrałam się na stary rosyjski (czyt. radziecki) film – ekranizację powieści Lwa Tołstoja Anna Karenina. W przewodniku festiwalowym, który nota bene mile mnie zaskoczył (bardzo dobre wydanie), dowiedziałam się, że jest to drugi najczęściej oglądany film w historii kina radzieckiego. Nie będę pisać o czym jest film, bo to chyba każdy wie (a jak nie wie, to słyszałam, że wujek Google pomaga się takich rzeczy dowiedzieć, wystarczy zapytać). Napiszę za to o czymś innym. O drobnej i uroczej nutce prl, która towarzyszyła pokazowi “Anny Kareniny”.

Zacznę od tego, że w programie festiwalu i również na bilecie podana była 20:10 jako godzina rozpoczęcia filmu. Dlatego też chwilę przed tą godziną zjawiłam się w kinie. Podaję panu bileterowi mój bilet, on kieruje mnie do sali, ale uprzedza, że film zacznie się o 21, bo nastąpiła lekka zmiana planów. Myślę sobie, OK zdarza się.

W międzyczasie (a mam prawie cała godzinę) zdobyłam wspomniany przewodnik festiwalowy, więc miałam co robić. Zanim jednak usiadłam, żeby go przejrzeć, zauważyłam, że na elektronicznej tablicy przy filmie Anne Karenina podana jest godzina 20:40. Hmm, dziwne myślę sobie. Pan bileter mówił, że 21. Pytam raz jeszcze i pan potwierdza, że na pewno Anna Karenina zacznie się o 21. Uspokojona jego zapewnieniami oraz wywieszoną koło kas kartką, na której mazakiem też podawano godzinę 21, zasiadłam do lektury przewodnika.

Trochę po 20.30 postanowiłam udać się do sali, bo skoro już byłam wcześniej chciałam sobie zająć dobre miejsce (bilety są bez wskazania miejsca, mimo że na bilecie miejsce jest podane, żeby była jasność). Poszłam na drugie piętro, wchodzę do sali i widzę, że nie tylko ja miałam ten pomysł (czyt. najlepsze miejsca są już i tak zajęte). Szybko wybieram jakieś relatywnie dobre miejsce i zanim do niego dochodzę w sali gaśnie światło i zaczyna się film. Nie szłam na górę przez 20 min, czyli jest dokładnie 20.40. I bądź tu człowieku mądry. Konsekwencją tych czasowych zawirowań było to czego w kinie najbardziej nie cierpię, czyli “spóźnialscy” przez ok. 30 minut i na dodatek bardzo gromadni (gdzieś o 20.55 to weszło chyba ze 30 osób). Ale cóż, akurat tym razem winić ich nie mogę (stąd cudzysłów przy słowie spóźnialscy).

I jeszcze dodam słów kilka o wrażeniach z filmu (prl nutka continues). Pierwsze sekundy to połączenie kina niemego z kroniką filmową. Oglądamy czarno-białe napisy o aktorach, reżyserze, podane jak kiedyś dialogi w niemym kinie, a jednocześnie czyta je “głos” znany z kroniki filmowej (ten polski). Pierwsza scena filmu potwierdza pierwsze zaskoczenie, film jest z polskim dubbingiem. Zaskoczenia są dwa, dubbing jest dużo lepszy niż ten współczesny (to raz), film będzie po polsku, a liczyłam na rosyjski (to dwa). Z tym dobrym dubbingiem to też trochę przesadzam. Był mniej rażący niż ten współczesny, ale niestety przez niego film był momentami po prostu śmieszny (cała sala się zanosiła ze śmiechu), a chyba miał być dramatyczny. Tak czy inaczej warto go było zobaczyć i przeżyć przygody sygnowane nutką prl.

2 Comments