Posted on Nov 29, 2008

Sputnik nad Warszawą – Moskwa nie wierzy łzom

Tyle się ostatnio działo, że wpisy o Sputniku pojawiają się z tygodniowym opóźnieniem. A było tak… W zeszły piątek po raz kolejny udałam się na Festiwal Filmów Rosyjskich “Sputnik nad Warszawą”. Szłam trochę niepewnie, bo po ostatnich dwóch filmach z polskim dubbingiem straciłam zaufanie do “rosyjskości” niektórych produkcji.

Pierwszym miłym akcentem wieczoru był występ jakiegoś rosyjskiego zespołu taneczno-śpiewającego. Dziewczęta i chłopaki dali bardzo fajny występ, na tyle wciągający, że prawie przegapiłam rozpoczęcie mojego seansu. Jednak w ostatniej chwili spostrzegłam, że tłum przed salą nagle skurczył się do raptem kilku osób, więc czym prędzej pobiegłam do sali. I to była bardzo dobra decyzja (z tym biegiem), bo ludzi było pełno, a miejsc do siedzenia wcale nie tak pełno. Rzutem na taśmę udało się znaleźć jakiś fotel na uboczu. Tym niebiegającym pozostało siedzenie na schodach.

Drugim miłym akcentem (też niespodziewanym) był gość specjalny na pokazie, jedna z aktorek – Zoja Fiodorowa (chyba). Opowiadała trochę o tym jak w tamtych latach film został przyjęty w Rosji. Żałowałam, że rosyjskiego uczę się dopiero od niedawna, bo nie wszystko rozumiałam.

Film “Moskwa nie wierzy łzom” jest świetną komedią romantyczną, której nie można nawet porównać ze współczesnymi produkcjami tego typu, bo byłoby to mieszanie tej produkcji z błotem. Historia jest powiedzmy sobie standardowa, ale humor sytuacyjny, komizm bohaterów sprawia, że film ogląda się rewelacyjnie. Polecam wszystkim, zamiast zastanawiania się czy kolejny “plastik” tvn-u jest godny uwagi. Nie jest.

1 Comment

  • rkdeey says:

    Ogólnie rzecz biorąc rosyjskie kino jest w Polsce straszliwie niedoceniane, nie tylko ten konkretny film. Za każdym razem, kiedy widzę, iż jakaś rosyjska produkcja jest emitowana o 1 czy 2 w nocy to ogarnia mnie niemoc i zniechęcenie, bo to pora nie do życia, nie mówiąc o oglądaniu ze zrozumieniem.