Posted on Nov 4, 2009

Jak pozbyć się zmartwień

Jak można zmniejszyć wpływ codziennych zmartwień na nasze samopoczucie, na nasze życie? Odpowiedź jest prosta. Musimy się zastanowić czy martwimy się rzeczywiście tym czym powinniśmy. Jak to sprawdzić? Zadanie nie jest łatwe, ale z pomocą Stephene Conveya spróbuję Wam je ułatwić.

Stephen Convey, guru przywództwa, określił “strefę zmartwień” (ang. “circle of concerns”) oraz “strefę wpływów” (ang. “circle of influence”). W pierwszej i większej znajdują się wszystkie rzeczy, które nas martwią. A w drugiej, mniejszej (znajdującej się wewnątrz pierwszej), te rzeczy, na które mamy jakiś wpływ. Żeby pozbyć się zmartwień powinniśmy oczywiście koncentrować się tylko na tych rzeczach/tematach/problemach, na które mamy jakiś realny wpływ.

Jak to zrobić? Poniżej kilka pytań, na które każdy powinien sobie odpowiedzieć. Stephen Convey kieruje je głównie do menedżerów lub liderów, ale moim zdaniem każdy może je wykorzystać i to nie tylko w życiu zawodowym.

Po pierwsze, czy to naprawdę jest w strefie moich wpływów

W pracy, jak i w życiu często mamy do czynienia z przeszkodami, których pokonanie wymaga sporo czasu. Czasu, którego w danej chwili nie mamy. Pokonanie tej trudności pochłania tyle naszej uwagi i energii, że zapominamy o celu nadrzędnym, do którego dążyliśmy. Warto zadać sobie wtedy pytanie, czy moje (lub nasze) dalsze wysiłki, rozmowy doprowadzą do pokonania przeciwności losu. Jeśli prawdopodobieństwo sukcesu jest mniejsze niż 10% trzeba sobie odpuścić. Po prostu. Nie ma sensu zamęczać siebie i otoczenia czymś, na co ewidentnie nie mamy wpływu.

Przykład z pracy: zbliżający się deadline na złożenie oferty. Wystarczy tylko wydrukować dokument, ale drukarka nie działa. Zamiast walczyć ze złośliwością rzeczy martwych szybciej i spokojniej będzie wydrukować materiały w pobliskiej drukarni/punkcie xero.

Przykład z domu: to co najczęściej martwi nas w życiu prywatnym to zachowanie bliskich nam osób albo osób, z którymi pracujemy. Osoby bliskie (małżonka, dzieci) próbujemy zmienić, mimo że najczęściej nie mamy na to żadnego wpływu (pomijam tutaj proces wychowywania dzieci, wtedy akurat nasz wpływ na dzieci jest ogromny). Zamiast denerwować się i tracić energię lepiej zaakceptować naszych bliskich takimi jacy są. Nie muszę tu chyba dodawać, że tym bardziej nie jesteśmy w stanie zmienić zachowania (a raczej postawy) naszych współpracowników.

Po drugie, czy warto mieć na to wpływ

Ograniczenie naszej uwagi do “strefy wpływów” to pierwszy krok do luźniejszej głowy i spokoju ducha, ale nie ostatni. To, że mamy na coś wpływ wcale nie oznacza, że musimy się tym zajmować. Doba ma tylko 24 godziny i nie na wszystko starczy nam czasu.

Przykład: żeby łatwiej było wybrać to czym powinniśmy się zajmować, warto przypomnieć sobie zasadę Pareto (zasadę 20/80). W życiu zawodowym spotykamy się z nią dosyć często. Możliwe przykłady to m.in. 20% klientów przynosi nam 80% zysków, 20% pracowników wykonuje 80% pracy, 20% błędów (wpadek produktowych) powoduje 80% najgorszych efektów, itd. W życiu prywatnym też można ją zastosować, np. planując piknik – 20% osób zje 80% prowiantu, a co do zmartwień to 20% problemów powoduje 80% naszych zmartwień/stresów. Jeśli zajmiemy się tymi 20% będziemy dużo bardziej spokojni i zrelaksowani.

Więcej na temat zastosowania zasady Pareto w życiu (prywatnym i zawodowym) znajdziecie w książce Timothy’ego Ferrissa “4godzinny tydzień pracy“.

Po trzecie, jeśli masz problem z określeniem swojej “strefy wpływów”, poproś o radę

Najtrudniejszym zadaniem nie jest porzucenie zmartwień spoza strefy wpływów, czy nawet tych mniej ważnych, na które mam wpływ. Problemem jest rozróżnienie jednych od drugich. Przypomina mi się w tym momencie modlitwa, którą często kończą się spotkania AA w USA. Jest to modlitwa spokoju/pogody ducha, a brzmi tak:

God grant me the serenity / Boże daj mi spokój/siłe
To accept the things I cannot change / Żebym zaakceptował rzeczy, których nie mogę zmienić
Courage to change the things I can / Odwagę, żebym zmienił to co mogę
And wisdom to know the difference. / Oraz mądrość, żebym potrafił odrożnić jedno od drugiego.

Rozróżnienie tego co jest ważne od tego co nie jest, lub znalezienie tych 20%, nie jest łatwe. Jak zatem podejść do tego zadania? Proponuję skorzystać z rady Mariusza Kapusty, który pokazuje jak dobrze wykorzystać zasadę Pareto. Wadą zalety Pareto jest jej niedostępność ex ante. Żeby odkryć to, czym nie warto się zajmować wystarczy skorzystać z pomocy osób, które wykonywały już coś podobnego. Jeśli nikt jeszcze tego nie robił wtedy trzeba co jakiś czas sprawdzać, które zadania są najbardziej efektywne, które najbardziej stresogenne, i pozbyć się tych niepotrzebnych.

Na koniec chciałam Wam zaproponować obejrzenie krótkiego wywiadu z Robem Machado. Rob Machado należy do grupy, która moim zdaniem jest najbardziej wyluzowana na całym świecie. Jest surferem. Wywiad z nim (nt nowego film “The Drifter“, trailer na końcu posta) przeprowadził Graham Hill, założyciel TreeHugger.

THTV: Rob Machado & Graham Hill — The Drifter — Part 1 from susty.tv on Vimeo.

THTV: Rob Machado & Graham Hill — The Drifter — Part 2 from susty.tv on Vimeo.

The Drifter – Rob Machado from Koastal Media on Vimeo.

Źródła:

The99Percent
Wikipedia (Serenity prayer)
Proaktywnie

3 Comments

  • Pat says:

    Fajne:)

  • Various says:

    Może się czepiam, ale znalazłam mały, w sumie nie istotny błąd 😉

    Więc tak… strefa zmartwień to ‘circle of worries’, a strefa wpływów – ‘circle of concerns’ 😉
    A tak poza tym, to podoba mi się Twój blog :)
    Pozdrawiam

  • Ola says:

    @Various Dzięki za korektę. Już poprawiłam.