Posted on Nov 20, 2009

Siła – umiejętności – ryzyko

Odkąd pamiętam zawsze uprawiałam jakiś sport (mniej lub bardziej profesjonalnie). Jak byłam mała to biegałam z kolegami za piłką. W liceum był tenis, siatkówka i początek nart. Studia to dużo pływania, dalej tenis, wspinaczka, windsurfing i żeglarstwo. Raz czy dwa nawet squash się zdarzył. Po studiach było znowu sporo siatkówki, marsze na orientacje. A teraz? Teraz jest capoeira.

Dlaczego o tym piszę? Ostatnio przeczytałam ciekawy artykuł na temat odnoszenia sukcesów w sporcie. Niekoniecznie zawodowym. Chodzi po prostu o podnoszenie swoich umiejętności, bez czego dosyć szybko można się do danego sportu zniechęcić.

Wystarczy zdać sobie sprawę z zasady 40-30-30. Według niej sukces w sporcie tylko w 40% zależy od treningu fizycznego (od przysiadów, brzuszków, biegania itp.), a pozostałe 60% to nasza psychika. Dzieli się ona po równo na umiejętności i doświadczenie oraz zdolność podejmowania ryzyka.

Zasada ta sprawdza się doskonale w capoeira.
Siła w tym sporcie jest niewątpliwie ważna. Na prawie każdym treningu robimy masę brzuszków, pompek, ćwiczeń wzmacniających kręgosłup. Jednak, żeby być dobrym w capoeira trzeba skupić się na ważniejszych elementach niż siła fizyczna.
Kolejny krok to doskonalenie umiejętności, czyli techniki. Do upadłego powtarzamy kopnięcia, uniki, elementy poruszania. Potem dochodzi element strategii gry. Uczymy się jak połączyć w całość wszystkie ruchy. I to tak, żeby zaskoczyć przeciwnika.
Mogłoby się wydawać, że mając dużo siły oraz znając techniki i strategie gry będzie się dobrym capoeristą. Brakuje jeszcze najważniejszego. Capoeira istnieje tylko w roda (czyt. hoda). Roda to krąg utworzony przez wszystkich graczy, wewnątrz którego toczy się jogo, czyli gra capoeira pomiędzy dwoma osobami. Wydaje się proste prawda. Jednak, żeby wejść do roda trzeba się na to odważyć. Przełamać nieśmiałość (jest trochę łatwiej jeśli wcześniej musieliśmy przed wszystkimi zaśpiewać – to jest dopiero wyzwanie), strach przed porażką. Trzeba zaryzykować.

Dlaczego warto ryzykować? Między innymi dlatego, że najczęściej przeceniamy skutki “tego najgorszego”. Niepowodzenie (małe czy duże) najczęściej wcale nie niesie za sobą fatalnych skutków. Błędy, potknięcia są naturalnym (i co ważne najskuteczniejszym) elementem nauki. Nadmierne bezpieczeństwo z kolei obniża naszą zdolność do radzenia sobie w trudnych sytuacjach.

Jaki z tego morał? Jeśli chce się coś osiągnąć (nie tylko w sporcie) trzeba zaryzykować, bo inaczej nie przekonamy się jaki drzemie w nas potencjał. Ostatecznie zadajmy sobie pytanie. Czego częściej żałujemy? Tego co zrobiliśmy, czy tego czego nie zrobiliśmy.