Posted on Jan 5, 2010

Rowery w Kopenhadze

DSC_0087Przy okazji zeszłorocznej zjazdu klimatycznego w Kopnehadze na blogu TreeHugger pojawił się krótki reportaż o rowerach w Kopenhadze. Miasto zachęca mieszkańców do przesiadania się na rowery i robi to bardzo skutecznie. Aż 37% osób poruszających się po mieście (commuters) wybiera rower. Ilość rowerów jest oszałamiająca. Jest to praktycznie pierwsza rzecz jaką się widzi w tym mieście. Rowerzyści mają oddzielne pasy (szerokości pasów samochodowych), swoje światła oraz swoje miejsca parkingowe.

Niesamowita jest też różnorodność kopenhaskich rowerów. Są tam górale, holenderki, rowery babci i dziadka, rowery prosto ze sklepu, rowery bagażowe (które stanowią odrębną kategorię: do wożenia dzieci, z bagażnikiem z tyłu, z bagażnikiem z przodu). Continue Reading

Popularity: 6% [?]

Posted on Jan 31, 2009

Przechadzka w Pałacu Prezydenckim

Na początku tego roku trafiłam na Gazeta.pl na artykuł nt zwiedzania Pałacu Prezydenckiego (niestety nie udało mi się go teraz znaleźć). Postanowiłam więc wybrać się tam i zobaczyć jak Pałac Namiestnikowski wygląda od środka. Zwiedzanie pałacu wymaga wcześniejszego umówienia się na wolny termin. W tym celu trzeba wysłać faks na nr 22 695 11 09 i podać dane kontaktowe organizatora wycieczki (więcej informacji w Biuletynie Informacji Publicznej). Po kilku dniach skontaktuje się z nami ktoś z Pałacu i zaproponuje wolny termin. Niestety nie można zwiedzać w weekendy. Ale za to nie trzeba tworzyć dużej grupy. Jeśli chcemy zwiedzić pałac samemu lub z niedużą grupą przyjaciół możemy dołączyć do jakiejś innej wycieczki. Tak właśnie było w moim przypadku. Zwiedzanie Pałacu trwa około godziny. Continue Reading

Popularity: 20% [?]

Posted on Jan 29, 2009

Fotoplastikon Warszawski

Podobno jedyny na świecie fotoplastikon zachowany w miejscu powstania. Nawet jeśli nie, to i tak warto zobaczyć ten zabytek sztuki fotografii, który mieści się w Warszawie w kamienicy przy Alejach Jerozolimskich 51.

Fotoplastikony były popularne na przełomie XIX/XX wieku. Pełniły one funkcję dzisiejszego kanału Discovery. Za niewielkie pieniądze umożliwiały ludziom kontakt z odległymi zakątkami świata i to w dodatku trójwymiarowy (dzięki technice stereofotografii).

Fotoplastikon Warszawski powstał ok. 1905 roku. W jego zbiorach znajduje się obecnie kilka tysięcy oryginalnych zdjęć (m.in. z otwarcia kanału Sueskiego). W połowie zeszłego roku Fotoplastikon został reaktywowany przez Muzeum Powstania Warszawskiego (nota bene, kto nie był, niech szybko to nadrobi). Muzeum podpisało umowę z właścicielem fotoplastikonu (Tomaszem Chudym) na najbliższe 4 lata [za: WP].

Ja wybrałam się do fotoplastikonu w zeszłą niedzielę i miejsce to zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Rzeczywiście ma się poczucie podróży w czasie. Znaleźć Fotoplastikon nie jest łatwo, gdyż znajduje się on nie bezpośrednio przy ulicy. Trzeba wejść do bramy (nr 51 znajduje się naprzeciwko budynku Warszawa Śródmieście), przejść przez podwórze i poniższy znak wskaże nam drogę…

Continue Reading

Popularity: 17% [?]

Posted on Sep 18, 2008

W krainie fjordów

Blogozmiany są już mam nadzieję za mną. Teraz mogę się skupić na tym co najważniejsze, czyli na dostarczaniu Wam ciekawych treści. Na dobry początek zamieszczę kilka zdjęć z mojego letniego wypadu do Norwegii.

Kraj jest rewelacyjny, ludzie mili i pomocni, wszędzie wszystko idealnie zorganizowane i zsynchronizowane. Właściwie o nic nie trzeba się martwić, można spokojnie wypoczywać. Żeby Wam tu nie zanudzać zamieszczam kilka zdjęć, trasę wyprawy oraz kilka wskazówek i porad jakie spisaliśmy wspólnie ze znajomymi. Mam nadzieję, że komuś się przydadzą. Continue Reading

Popularity: 2% [?]

Posted on Jul 20, 2008

Nie ma Londynu. Jest tylko Lądek, Lądek Zdrój…

Długo odkładany wpis, czyli relacja z mojego wypadu do Londynu, jeszcze w czerwcu. A było tak…

Podróż do Londynu poszła sprawnie, może z drobnym opóżnieniem. Z lotniska pojechałyśmy pociągiem na Victoria Station, skąd odebrała nas koleżanka, u której się zatrzymywałyśmy się.

W czwatek z samego rana udałyśmy się na zwiedzanie Londynu. Zaczęłyśmy od Tate Modern Gallery, potem spacer brzegiem Tamizy, koło m.in. teatru Szekspira aż do Tower Bridge. Tam przeszłyśmy na drugą stronę i spacerowałyśmy uliczkami City. Następnie dwupiętrowym autobusem pojechałyśmy do dzielnicy Notting Hill na Portobello Road. Dzielnica jest śliczna, same ładne domki, cisza i spokój.  Po południu wróciłyśmy do Centrum i z Green Park przeszłyśmy na Trafalgar Square, a potem na Regent Street i Oxford Street.

Rano w piątek zaraz po śniadanku pojechałyśmy pod Big Bena i Parlament, potem spacer do National Gallery, żeby zobaczyć Słoneczniki wiadomo czyje. Potem spacerowałyśmy po dzielnicy Soho, aż do Oxford Street, gdzie chciałyśmy zrobić zakupy. Wieczorem pojechałyśmy do Greenwich, zobaczyć te słynną linię czasu:)

Trzeci dzień w Londynie nie był już tak intensywny. Postanowiłyśmy dłużej pospać. Po śniadaniu (ja jadłam full english breakfast, poniżej zdjęcie) w miłej kawiarni, a potem poszłyśmy do księgarni, gdzie na dłuższą chwilę znikłam między półkami pełnymi ekstra książek. Po księgarni poszłyśmy do Barbican Gallery na wystawę Viktora&Rolfa pt/ “House of dolls”. Wieczorem oglądałyśmy ćwierćfinał Holandia-Rosja.

english breakfast

Niedzielny poranek przywitał nas piękną pogodą. Wybierałyśmy się na Camden Town, na taki wielki targ różnych różności. Potem pojechałyśmy na mszę do Westminster Abbey. A stamtąd na spacer do Regents Park. Po drodze jeszcze Covent Garden a potem już obiad w domu i pakowanie.

Popularity: 2% [?]

Posted on May 21, 2008

Warszawa – Londyn – Porto – Londyn – Warszawa

Wyruszyliśmy z Warszawy o 6 rano, samolot wystartował zgodnie z planem, więc o ok. 8 czasu lokalnego byliśmy już po odprawie przylotowej na lotnisku Londyn Luton. Tam wsiadłyśmy do autobusu i pojechałyśmy do centrum Londynu, bo do kolejnego samolotu miałyśmy ok. 6 godzin. Autobus zawiózł nas aż do Victoria Station, gdzie udałyśmy się na poranną kawę.

dscn3820.jpg

Następnie po obejrzeniu mapy zdecydowałyśmy się trochę pozwiedzać, bo okazało się, że kilka zabytków jest tuż, tuż. Widziałyśmy zmianę warty pod Buckingham Palace, potem przeszłyśmy przez St. James Garden do Placu parlamentu, gdzie widziałyśmy Parlament, Big Bena no i Westminster Abbey (chciałyśmy nawet wejść do środka, ale uznałyśmy że nie warto płacić 10 funtów, żeby tylko szybko przebiec przez kościół).

 

  DSCN3885  DSCN3909DSCN3873

Potem udałyśmy się z powrotem pod Victoria Station, gdzie zjadłyśmy obiad (pizza, spaghetti i sałatka). Następnie wsiadłyśmy do autobusu, który zawiózł nas na lotnisko Londyn Stansted. Zdałyśmy bagaże i o 18.25 odleciałyśmy do Porto.

DSCN3925

W sobotę rano udałyśmy się na zwiedzanie miasta, które jest dosyć podobne do Lizbony, ale bardziej zaniedbane. Widziałyśmy plac Aliados z gmachami różnych instytucji, ulicę handlową Santa Catarina, katedrę Se, most Ponte Luiz, który prowadzi do Vila Nova de Gaia, miasta które robi słynne wino porto (co było dla mnie sporą niespodzianką, myślałam, że porto robi się w Porto).

DSCN3958 IM000369 DSCN3963

IM000345  IM000393  DSCN4045

Tam zjadłyśmy obiad i poszłyśmy zwiedzić jedną z tamtejszych winiarni. Następnie wróciłyśmy mostem do Porto i zrobiłyśmy sobie spacer nabrzeżem, które nazywa się Ribeira.

IM000387

Potem wróciłyśmy na Santa Catarina i w bardzo fajnej kawiarni wypiłyśmy kawę i zjadłyśmy pyszne ciastko. Wieczorem obejrzałyśmy prywatny koncert zespołu, który działa przy jednym z uniwersytetów Porto. Zespół nazywa się TUCP (Tuna da Universidade Católica Portuguesa) i składa się z ok. 30 chłopaków, którzy śpiewają, grają na gitarach, tamburynach.  Poniżej filmik z ich występu z 2003 roku.

W niedzielę byłyśmy na spacerze brzegiem oceanu oraz parku Cristal, w którym udało mi się zrobić zdjęcie pawia z rozłożonym ogonem.

IM000447

A w poniedziałek cały dzień wracałyśmy do Polski, tym razem już bez wypadu do centrum Londynu.

Popularity: 2% [?]

Posted on May 15, 2008

Spływ Pilicą

Powodem, dla którego nie widziałam ostatniego GP w F1, był spływ rzeką Pilicą. Wyprawa zaczęła się o 7.30 rano na dworcu PKS Warszawa Zachodnia, tam był nasz punkt zborny. O 7.45 wyruszyliśmy autobusem do Tomaszowa Mazowieckiego. Na miejsce dotarliśmy ok 10 i przesiedliśmy się na linię miejską i podjechaliśmy do ośrodka “Przystań“. Tam zapakowaliśmy nasze rzeczy w worki, a następnie wrzuciliśmy wszystko do kajaków, zwodowaliśmy się i ruszyliśmy w trasę.

DSCN3657

Pierwsze wrażenia czekały na nas już przy moście kolejowym, gdzie dzięki progowi powstało fajne bystrze, które zafundowało nam dużo wody i przez resztę dnia siedzieliśmy w “wodnym kajaku”.

Reszta soboty minęła spokojnie i ok. 18 dotarliśmy do naszego miejsca noclegowego we Fryszerce. Wieczorem rozpaliliśmy ognisko, upiekliśmy kiełbaski popijając browarki i zmęczenie całodniowym wiosłowaniem poszliśmy spać.

Niedziela przywitała nas ciepłym i słonecznym porankiem. Zjedliśmy śniadanie, zapakowaliśmy do kajaków i już nas we Fryszerce nie było.

DSCN3655

Mniej więcej w połowie trasy spotkaliśmy mini-anakoncę, a chwilę później poczciwego boćka.

 DSCN3775 DSCN3777

Tuż po 16 dopłynęliśmy do Nowego Miasta nad Pilicą. Oddaliśmy kajaki, przebraliśmy się z mokrych ubrań (lekki deszcze na samym końcu). Wsiedliśmy do busiku i byliśmy już w drodze do Warszawy.

DSCN3786

Popularity: 2% [?]

Posted on May 8, 2008

Podróż “Trojaczki”

Shutdown Week już poza mną (udał się powiedzmy w 95%). Skapitulowałam raz sprawdzając pogodę na kolejny dzień. Muszę jednak przyznać, że zadanie miałam ułatwione. Byłam w podróży (Praga-Wiedeń-Budapeszt), no i nie miałam komputera.

Wyruszyliśmy z Warszawy zgodnie z planem, czyli o 01.30 (dnia 30 kwietnia). Jechaliśmy takim fajnym mini-busikiem marki Mercedes. Do Katowic dotarliśmy na ok. 6 rano. Pierwszy raz miałam okazję jechać przez katowickie rondo (po remoncie) i muszę powiedzieć, że wygląda ono rewelacyjnie. Przesiadka była na ul. Sądowej. Po mniej więcej kwadransie przyjechał autobus z Krakowa. Po chwili byliśmy już w drodze do Pragi. Dotarliśmy do niej ok. 12.00 i żeby uniknąć korków udaliśmy się najpierw do naszego hotelu (poza Pragą), ale za to ładnie położonego nad Wełtawą. Po rozlokowaniu w pokojach zeszliśmy na dół na obiad. Był pyszny, zupa grzybowa, a na drugie kotlet i knedliczki, do tego oczywiście piwo. Po obiedzie wsiedliśmy w autobus i pojechaliśmy zwiedzać Pragę…od Bramy Prochowej, przez Rynek Starego Miasta i Józefów aż do Fontanny Kriżika. Potem już powrót do hotelu i regeneracyjny sen.

Następnego dnia chyba o 7.30 mieliśmy śniadanie (szwedzki stół), po którym szybko zapakowaliśmy cały dobytek do autobusu i zaczęliśmy zwiedzać Pragę, a dokładnie klasztor Strahovski, Hrad (zamek, katedra), Malą Stranę (ogród Waldsteina), most Karola oraz plac Wacława. Około 18 wróciliśmy do autokaru i udaliśmy się w drogę do Wiednia. Nocleg był przewidziany na granicy czesko-austriackiej w miejscowości Mikulov. Zjedliśmy kolację (smażony syr z hranolkami) i poszliśmy spać.

 

W trzeci dzień zaraz po śniadaniu (też szwedzki stół) wyruszyliśmy zwiedzać Wiedeń: klasztor na wzgórzu Kahlenberga, Ringstrasse, Hofburg z kościołem Augustynów, plac Graben z kolumną morową, oraz katedrę św. Szczepana. Wieczorem powrót do hotelu, znowu pyszna kolacja (z żurkopodobną zupą), no i pakowanie.

Kolejny dzień to zwiedzanie Schonbrunnu, czyli letniej rezydencji Habsburgów. Niezła “dacza” trzeba przyznać, a ogród wręcz przytłacza swoim ogromem. Po południu udaliśmy się w drogę do Budapesztu. Do węgierskiej stolicy dotarliśmy ok.20. Po zjedzeniu kolacji (pt. mix z całego dnia, lub tygodnia nawet) pojechaliśmy jeszcze na Wzgórze Gellerta zrobić kilka zdjęć “Budapeszt by night”.

Ostatni dzień to zwiedzanie Budapesztu, czyli Wzgórze Zamkowe z Zamkiem i kościołem św. Macieja, Parlament, bazylika św. Stefana oraz plac Bohaterów. A reszta dnia to powrót do Polski. W Warszawie stawiliśmy się o 4 rano.

Popularity: 2% [?]

Posted on Apr 21, 2008

Semi-Harpaganka

Było, minęło, czyli Harpagan 35 przeszedł do historii. Ja startowałam w nim po raz pierwszy, plany były ambitne, ale nie do końca udało się je zrealizować. Ostatecznie zaliczyłam tylko I pętlę, czyli 50 km. Cóż może następnym razem uda się więcej.

HARPAGAN – ekstremalny marsz na orientację, do wyboru są trzy trasy: piesza, rowerowa i mieszana. Piesza to 100km w 24h, rowerowa to 200km w 12h, a mieszana to 50km pieszo w 12h i 100km na rowerze w 6h.

Popularity: 2% [?]

Posted on Apr 17, 2008

Nieobecna, czyli H35

Trzymajcie kciuki, wracam w poniedziałek…

Popularity: 2% [?]